Sudan Południowy to jeden z najsłabiej rozwiniętych krajów świata. Wieloletnie walki zbrojne i konflikty etniczne między arabską ludnością z północy a chrześcijańskimi i animistycznymi mieszkańcami południa doprowadziły do tego, że życie na tym obszarze jest niezwykle trudne.


Sudan, fot. Wojciech Grzędziński

Duża część społeczeństwa nie posiada dostępu do wody pitnej, a ci, którzy mają szczęście mieszkać w pobliżu studni muszą często godzinami stać w kolejkach z baniakami. Odbiera to dzieciom możliwość nauki, a kobietom – zadbania o to, by ich rodziny miały co jeść.

Kraj jest regularnie nękany przez susze i głód. Szacuje się, że każdego dnia ponad 4 milionom Sudańczyków z południa nie starcza żywności. Te trudne warunki, w połączeniu z bardzo ograniczonym dostępem do opieki lekarskiej, prowadzą do epidemii malarii, cholery, gruźlicy, dengi i zapalenia opon mózgowych.

Dekady wojen domowych pozostawiły wyraźny ślad na populacji Sudanu Południowego, pozbawiając życia około 2 mln ludzi, a wielu innych zmuszając do emigracji. Dziś, w czasach względnego spokoju, uchodźcy wracają do ojczyzny z obozów w Kenii, Etiopii, Czadzie i Egipcie. To, co tu zastają jest nieraz przyczyną rozczarowań: nie ma wody, pracy, edukacji – nie ma perspektyw. Niektórzy decydują się wyjechać powtórnie – i w większości trafiają do slumsów ugandyjskich i etiopskich miast. Inni zostają, licząc, że coś się zmieni. Ale czy faktycznie się zmieni?