Zmiany klimatyczne. Północ emituje CO2, Południe cierpi. Ale...

Dlaczego warto uczyć o zmianach klimatycznych

Przyroda – cóż mamy z nią wspólnego? Oczywiście, mówimy młodzieży, że nie wolno śmiecić w lesie, a zużyte baterie trzeba zbierać do oddzielnego pojemnika. Ale czy bylibyśmy chętni zmienić nasz styl życia? Czy zmienilibyśmy nasze nawyki, gdybyśmy wiedzieli, że od tego zależy życie ludzi na innych kontynentach, nasza własna przyszłość i szansa na przetrwanie naszych najbliższych?

– Przecież oni żyją jak w średniowieczu! – mówi zaskoczona Agnieszka, nauczycielka z dużym stażem pracy w liceum w wielkim mieście. Przed chwilą obejrzała film o rolnikach w Kamerunie i nie może uwierzyć, że w XXI wieku ludzie mogą utrzymywać się z uprawy hektarowego poletka za pomocą wyłącznie najprostszych narzędzi rolniczych. Dzieci na filmie są wesołe, ale bose i nędznie ubrane. Z filmu dowiedziała się, że rodziców maluchów nie stać na wysłanie ich do szkoły. Agnieszka nie wie, co poradziłaby rolnikom, którzy popadają w nędzę z powodu coraz częstszych susz.

– Skoro zmiany klimatyczne przynoszą takie spustoszenie tym biedakom, to rzeczywiście ktoś powinien coś z tym zrobić – rzuca stanowczo nauczycielka. Tylko jak im pomóc, skoro rolnictwo w dalszym ciągu jest źródłem utrzymania dla 70 proc. ludzi spośród czterech miliardów zamieszkujących kraje rozwijające się? Wszelkie zbiórki darów czy pieniędzy wydają się tylko kroplą w morzu potrzeb.

Jamuna, Bangladesz. W wyniku powodzi lokalni mieszkańcy tracą swoje domostwa i źródło utrzymania. Ludzie, którzy żyją na terenach nawiedzanych przez powodzie, demontują swoje domy i przenoszą się na wyżej położone tereny. Fot.: Syed Zakir Hossain / Greenpeace

Rzeczywiście, skutki zmian klimatycznych są najbardziej widoczne w krajach globalnego Południa. W Afryce, Ameryce Południowej i Azji można było w ciągu ostatnich lat obserwować drastyczne pogorszenie warunków życia ludzi, którzy i bez zmian klimatycznych są bardzo ubodzy. Liczne organizacje zajmujące się pomocą alarmują, że sytuacja wymyka się spod kontroli, a skutki dzisiejszych zaniechań mogą być nieodwracalne. Klimat na Ziemi, raz wytrącony ze stanu równowagi, może przynieść nam wszystkim zmiany, których dziś nawet sobie nie wyobrażamy.

– To proste – mówi Tomek, młody nauczyciel geografii w wiejskim gimnazjum w południowej Polsce. – Przecież żyjemy na jednej planecie. Zmiany w jednej jej części powodują skutki w innych. Gdy topi się kolejny lodowiec, podnosi się poziom wód w morzach i oceanach. Nie powinniśmy się dziwić, że zagrożone są Żuławy czy miejscowości nadmorskie. Rekordowe upały, których już doświadczamy w Europie, i nagłe deszcze skutkujące powodziami to konkretne przykłady. – Najbogatszych będzie stać na ubezpieczenia. Politycy i biznesmeni w najgorszym wypadku też będą mogli przeprowadzić się daleko stąd – żartuje Tomek. Ale jakoś nikomu z zebranych w sali nie jest do śmiechu. – Ktoś powinien coś zrobić! – powtarza się postulat. Tylko kto powinien coś zrobić? I co powinien zrobić?

Jednak większość z nas na co dzień nie interesuje się zmianami klimatycznymi. Coraz mniejsza część Polaków utrzymuje się z rolnictwa, gdzie od korzystnych warunków pogodowych zależy powodzenie gospodarcze. Pracując w biurach, szkołach czy fabrykach, widzimy niewielkie powiązanie między naszym poziomem życia a stanem środowiska. Wydaje się, że się od niego uniezależniliśmy i nie musimy się interesować jego kondycją. Myślimy, że nie dotyczy nas fakt, że gdy pada ulewny deszcz, nieutwardzone drogi w Afryce są nieprzejezdne, nie da się dotrzeć do szkoły, szpitala czy na targ. Ale w Polsce wciąż wielu ludzi myśli, że poradzimy sobie z coraz większą zmiennością klimatu. Dwutlenek węgla, jeden z głównych czynników powodujących zmiany klimatyczne, jest niewidoczny. Gdybyśmy mogli jednak zobaczyć jego rosnące stężenie w atmosferze, może zaczęlibyśmy bić na alarm? Ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal!

Niewygodna prawda

Naukowcy i organizacje pozarządowe ostrzegają, że tylko do czasu. Możemy po prostu nie zauważyć momentu, w którym będzie już za późno na powstrzymanie nieodwracalnych zmian. W nagrodzonym Oscarem filmie pt. „Niewygodna prawda” Al Gore, były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, pokazuje zabawną, choć makabryczną historyjkę o gotowaniu żaby. Gdy wrzuci się żabę do garnka z wrzącą wodą, ta od razu wyskoczy, gdyż natychmiast poczuje parzącą ją wodę i postanowi się ratować. Lecz gdy żabę włożymy do letniej wody i będziemy stopniowo podgrzewać naczynie, będzie spokojnie siedziała w wodzie aż do czasu, gdy się całkowicie ugotuje. Po prostu nie wyczuje momentu, w którym jej życie będzie zagrożone. Podobnie ma się sprawa ze zmianami klimatycznymi – twierdzi Gore, który za nagłaśnianie tego problemu został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla. Ci z nas, którzy się zorientowali, że woda jest już bardzo gorąca, biją na alarm. Ale wielu wciąż twierdzi, że to przyjemne, kiedy nasz klimat staje się cieplejszy. 

Powagę sytuacji dostrzegają naukowcy – również w Polsce. Pewnie dlatego Al Gore został uhonorowany doktoratem honoris causa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

– Zdecydowana większość naukowców jest zgodna, że zmiany klimatyczne stanowią duże zagrożenie i trzeba działać już teraz – mówi Ania, która uczestniczyła w światowej konferencji w sprawie zmian klimatycznych, zorganizowanej w Polsce w grudniu 2008 r. - Przyznają to nawet rządy, które najchętniej zamiotłyby problem pod dywan. Lecz relacje z konferencji w polskich mediach były całkiem inne – mówi Ania z oburzeniem, chociaż od tamtego wydarzenia minęło już sporo czasu. – Codziennie kupowaliśmy gazety, żeby sprawdzić, co się w nich pisze o obradach. Trudno było uwierzyć własnym oczom! Podczas gdy na konferencji panowała zgoda, że trzeba przeciwdziałać zmianom klimatycznym, polskie media poświęcały tyle samo uwagi argumentom tych, którzy twierdzą, że zmian klimatycznych nie ma lub nie są one wynikiem działalności człowieka. To mniej więcej tak samo, jak gdyby dziennikarze tyle samo miejsca w mediach dawali tym, którzy mówią, że Ziemia jest okrągła i tym, którzy twierdzą, że jest płaska!

Kenijska noblistka Wangari Maathai podczas konferencji prasowej Na Światowej Konferencji Klimatycznej (COP) w Poznaniu w grudniu 2008 roku mówiła, jak ważne jest solidarne działanie wszystkich ludzi na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Fot. Anna Kucińska

W konferencji w Polsce uczestniczyła m.in. Wangari Maathai, laureatką Pokojowej Nagrody Nobla za rok 2004. Działaczka z Kenii zmobilizowała ubogie kobiety w Afryce do zasadzenia 30 milionów drzew, co pomaga chronić środowisko również w Europie – jak podkreślał komunikat norweskiego komitetu noblowskiego. 

Jednak praca kenijskiej noblistki i tysięcy innych organizacji z krajów Południa nie jest w Polsce powszechnie znana. Można wysnuć wniosek, że przed działaniem powstrzymuje Polaków przede wszystkim brak dostępu do rzetelnej informacji. W wiadomościach telewizyjnych, gazetach i radiu powinniśmy częściej słyszeć o tym, że zmiany klimatyczne są jedną z najistotniejszych spraw, którymi zajmują się przywódcy Unii Europejskiej i całej społeczności międzynarodowej.

– Ale co konkretnie możemy zrobić w szkołach? – pytali nauczyciele, którzy spotkali się na szkoleniu zorganizowanym przez Polską Akcję Humanitarną. – Jak możemy działać w sprawie, która dotyczy całego świata?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, przedstawiciele PAH spotkali się z Marcinem Popkiewiczem, ekspertem od zmian klimatycznych, fizykiem i przedsiębiorcą, który w wolnym czasie redaguje portal www.ziemianarozdrozu.pl. – Skuteczne metody działania są znane, problem w tym, że wymagają one zmiany nawyków i zmiany myślenia o problemach, które dotyczą całych społeczeństw – tłumaczy ekspert. Wspólnie oglądamy półgodzinny film pt. „Historia rzeczy” (ang. „Story of Stuff”), którego polską wersję językową można za darmo pobrać z Internetu. Film świetnie pokazuje, co może zrobić każdy z nas – nauczyciele, uczniowie w szkole i ich rodziny – by przeciwdziałać zmianom klimatycznym. Po obejrzeniu filmu widzimy, jak wielki wpływ może mieć szkoła na to, by ograniczyć konsumpcyjny styl życia, który masowo przyjmuje młodzież.

– Gdy Titanic zbliża się do góry lodowej, nie można zająć się malowaniem pokładu. To nie zapobiegnie katastrofie, potrzebne są gruntowne zmiany i zmiana kursu, po którym płyniemy – przekonuje Marcin. Po pierwsze, Polska musi przejść na odnawialne źródła energii. Gdyby większość obywateli zachęcała władze swoich miast do korzystania z energii słonecznej, wiatrowej,wodnej czy z naturalnych źródeł ciepła skupionych wewnątrz Ziemi, to bylibyśmy o wiele czystszym krajem. Tak jest w Szwecji, dlaczego podobnie nie miałoby być w naszym kraju? Równie ważne jest, abyśmy domagali się od władz państwowych, żeby stanowczo wspierały przeciwdziałanie zmianom klimatycznym. Bez presji ze strony społeczeństwa – czyli każdego z nas – kolejne rządy będą w dalszym ciągu twierdzić, że zajęcie się zmianami klimatycznymi nie leży w interesie Polski. A przecież rezygnacja z energii opartej na coraz droższych surowcach na rzecz energii odnawialnej to duże oszczędności w dłuższej perspektywie. Marcin mówi bez ogródek: - Nasz rząd nie zwraca na to dostatecznej uwagi.

Dlatego zaangażowanie każdego i każdej z nas ma znaczenie. Przecież także uczniowie i uczennice mogą pisać własne listy lub uczestniczyć w zbieraniu podpisów pod petycjami do władz o odważną politykę klimatyczną.

Po drugie, trzeba dążyć do ograniczenia strat energii. Chodzi nie tylko o oszczędzanie prądu – na przykład przez montaż żarówek energooszczędnych czy wyłączanie urządzeń elektronicznych, gdy nie są używane, zamiast przełączenia ich tylko na tryb czuwania (tzw. stand by). Konieczne jest też zadbanie o szczelność budynków. Aż 40 proc. energii w Polsce jest zużywane w budynkach, z czego 70 proc. na ich ogrzewanie. Termomodernizacja budynków nawet w jednym mieście czy wsi to znaczący zysk dla środowiska. W mniejszych miejscowościach szkoła to największy budynek – a więc ograniczenie strat energii w szkole to... gra warta świeczki!

– Potrzebne są rozwiązania innowacyjne, czyli takie, które nie zawsze przychodzą do głowy od razu. Na przykład koszty transportu miejskiego w różnych miastach są pokrywane nawet w 60 proc. z budżetu gminy, a tylko 40 proc. dochodów przedsiębiorstw transportowych pochodzi ze sprzedaży biletów. Jeśli jakieś miasto postanowiłoby dopłacić te brakujące 40 proc., to mogłoby zaoferować swoim mieszkańcom całkowicie darmową komunikację miejską. Skłoniłoby to wiele osób, aby przesiąść się z samochodów (które i tak stoją w korkach) do tramwajów czy autobusów – szczególnie jeśli miałyby one oddzielny pas ruchu i faktycznie szybko i komfortowo dowoziły ludzi do celu. Ograniczenie liczby pojazdów znacznie zmniejszyłoby ilość dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery.

Oprócz zmian systemowych na poziomie całej gminy czy miasta potrzebne są oczywiście zmiany w zachowaniu samych mieszkańców. To dobre działanie na początek dla każdej szkoły. Na przykład trzeba zadbać o to, żeby ograniczyć ilość opakowań w produktach, które kupujemy na co dzień. Do produkcji opakowań przecież też zużywane są zasoby naturalne i energia. Trzeba także uszczelnić okna, ocieplić budynek szkolny, oszczędzać wodę. Ale można pójść dalej, niekoniecznie wymaga to dużych inwestycji. Coraz częściej w miejscach publicznych w Polsce pojawiają się kosze na śmieci, które są od razu punktami do selekcji odpadów. Do oddzielnego pojemnika wrzuca się papier, szkło czy plastik. Dlaczego podobnego systemu nie można byłoby wprowadzić w szkołach? Jeśli uczniowie nie będą musieli wychodzić na zewnątrz budynku, żeby wyrzucić jedną puszkę czy papierek do specjalnego kontenera, to błyskawicznie zmniejszy się ilość odpadów niesegregowanych. A to ważny krok w walce ze zmianami klimatycznymi.

– Teraz już wiecie, co mam na myśli, gdy mówię, że potrzebna jest zmiana sposobu myślenia? – uśmiecha się Marcin. – Nie możemy już naiwnie wierzyć, że da się kontynuować dotychczasowy styl życia. Światowe złoża surowców się kurczą; ropy, gazu i innych zasobów będzie coraz mniej, więc ich cena na rynku będzie rosła. Globalne potęgi, takie jak Stany Zjednoczone, Chiny i niektóre państwa Unii Europejskiej, już się ścigają o dostęp do surowców. Czarny scenariusz dla świata mówi, że z tego powodu czekają nas konflikty. Już teraz toczą się wojny o wodę. Ale możemy temu zaradzić – tylko musimy się wziąć do roboty.

Jeśli chcemy zapewnić sobie dobrą przyszłość za kilkadziesiąt lat i warunki do życia dla naszych dzieci, musimy działać już teraz. Na każdym z nas spoczywa ta odpowiedzialność. Według naukowców na gruntowne zmiany mamy tylko kilka lub kilkanaście lat – później może być za późno.

Mit o mieszaniu posegregowanych śmieci

Czasem pojawiają się sygnały, że śmieciarka zabiera wszystkie odpady – posegregowane i nieposegregowane – do jednego pojemnika. Nauczyciele obawiają się, że przez to zmarnowana zostaje praca uczniów, którzy włożyli dużo wysiłku w segregację odpadów. Przedstawiciele firm zajmujących się odpadami stanowczo odpierają te zarzuty. To fakt, że śmieciarki niektórych firm za jednym razem odbierają odpady posegregowane i nieposegregowane. Jednak samochody takie posiadają dwa odrębne, oddzielone od siebie kontenery. Osoby obserwujące odbiór śmieci mogą tego nie zauważać. Z tego powodu wokół segregacji śmieci narósł mit, który utrudnia promocję recyklingu. Jednak sytuacja ta powoli się zmienia, gdyż obecnie coraz częściej wywóz obydwu typu odpadów odbywa się oddzielnie, a starszy typ dwukomorowych śmieciarek wychodzi z użycia.

Przy wielu domach nie ma oddzielnych kontenerów na poszczególne rodzaje surowców wtórnych (papier, szkło białe, kolorowe, plastik), lecz są tylko dwa pojemniki: na odpady do odzysku i pozostałe śmieci. W takim wypadku segregowanie surowców wtórnych w domu na kilka oddzielnych rodzajów nie ma sensu. Czy to oznacza, że odpady posegregowane są mieszane ze zwykłymi śmieciami? Nie! Gdy zbiorcza partia surowców wtórnych dociera do sortowni, trafiają one na linię sortowniczą, obsługiwaną przez ludzi. To oni rozdzielają odpady na poszczególne rodzaje, aby mogły zostać poddane rycyklingowi. Ten etap jest niezbędny, gdyż zdarza się, że w kontenerach na surowce wtórne znaleźć można sporą ilość zwykłych śmieci wrzucanych tam przez ludzi nieświadomych lub nieszanujących pracy innych. Jednak oddzielanie zwykłych śmieci od surowców wtórnych w naszych domach w dalszym ciągu ma sens! Bez tego recykling byłby praktycznie niemożliwy.

Element kampanii organizacji pozarządowych zajmujących się zmianami klimatycznymi, podczas Światowej Konferencji Klimatycznej (COP) w Poznaniu w grudniu 2008 roku. Obok niedźwiedzia polarnego kartonowa tabliczka z napisem po angielsku: Uzależnienie od ropy zrujnowało mi życie” Fot. Anna Kucińska

A przecież także dla Polski ważne jest bezpieczeństwo energetyczne. Czy zapewnimy je poprzez wykorzystanie źródeł energii szkodliwych dla środowiska, czy źródeł odnawialnych? Nie ma dróg na skróty. Przed wyborem energii atomowej przestrzega Maciej z Greenpeace. – Polska stoi przed krytycznie ważnym wyborem, który wpłynie na nasze portfele i całą gospodarkę. Albo pójdziemy w niebezpieczny atom i zapłacimy wyższe rachunki za prąd, albo zainwestujemy w morskie farmy wiatrowe na Bałtyku, dzięki czemu za prąd zapłacimy mniej i stworzymy więcej miejsc pracy, m.in. w polskich stoczniach – mówi ekspert.

Szkoła jest idealnym miejscem do wprowadzenia takiej zmiany w świadomości – jest ważnym ośrodkiem w życiu każdej społeczności lokalnej, zarówno na wsi, jak i w mieście. Musimy tylko pokazać, jak ważną rolę pełni szkoła we wdrażaniu zmian. Nauczyciele i nauczycielki są jedną z najbardziej otwartych grup w naszym społeczeństwie. Właśnie oni oraz młodzież szkolna, rodzice i lokalne organizacje mogą wspólnie zainicjować zmianę w swojej okolicy. Będzie to lokalne działanie, które przyczyni się do rozwiązania problemu globalnego – zgodnie za znaną maksymą „myśl globalnie – działaj lokalnie”.

– Wiele szkół podjęło już takie inicjatywy we współpracy z Polską Akcją Humanitarną – mówi Ania, młoda pracowniczka PAH. - Na przykład masa krytyczna, czyli – mówiąc najkrócej – przejazd kilkuset rowerów ulicami miasta, może zwrócić uwagę mieszkańców na emisję dwutlenku węgla. Warto wykorzystać taką akcję do edukacji globalnej. Uczniowie i inni uczestnicy powinni wiedzieć, że pomagają nie tylko środowisku, ale też mieszkańcom krajów globalnego Południa. Można zrobić prezentację o państwach w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji i pokazać konkretne skutki zmian klimatycznych, z jakimi już borykają się ludzie ubodzy.

Marcos Choque, 67-letni Indianin z Boliwii, ze smutkiem patrzy, jak topnieje lodowiec Illimani w jego rodzinnych Andach. Lodowiec jest źródłem wody pitnej dla całej okolicy. Bez niej miejscowa ludność po prostu nie przetrwa. Mieszkańcy okolicznych gmin założyli organizację, która domaga się stworzenia międzynarodowego trybunału sprawiedliwości klimatycznej. Przecież ci rolnicy są najmniej odpowiedzialni za zmiany klimatyczne. Dlatego zaproponowali, aby bogate państwa stworzyły fundusz odszkodowań dla ofiar zmian klimatycznych.

Ośrodek narciarski na lodowcu Chacaltaya. W ciągu około 20 lat stopniała większość lodu. Od 2009 r. lodowca już nie ma.

A zmiany zachodzą bardzo szybko – już całkowicie stopniał położony w pobliżu lodowiec Chacaltaya. Istniał od 18 tysięcy lat, a teraz już go nie ma. Ponad 80% jego powierzchni stopniało w latach 1987–2009. To nie przypadek, że znikł właśnie teraz, podobnie jak znika wiele innych lodowców na całym świecie. 

Tuvalu to państwo złożone z małych wysepek na Oceanie Indyjskim, którym grozi całkowite zatonięcie – w wyniku podniesienia się poziomu mórz. Już w 2003 roku premier tego kraju Saufatu Sopoanga mówił na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ: - Żyjemy w ciągłym strachu przed negatywnymi skutkami zmiany klimatu. W kraju położonym na atolu koralowym wzrost poziomu morza i surowe zjawiska pogodowe stanowią coraz większe zagrożenie dla całej naszej ludności. Zagrożenie jest prawdziwe i poważne, to jest nic innego jak powolna i zdradziecka forma terroryzmu przeciwko nam.

Dlatego władze tego kraju już ogłosiły plan przestawienia się na wyłącznie odnawialne źródła energii. Podobnie zrobiły rządy m.in. Norwegii, Szwecji, Islandii i Nowej Zelandii. Jeśli tak wielkiej zmiany mogą dokonać całe państwa, to czy nie jest możliwe, aby w ich ślad poszły poszczególne gminy czy miasta w Polsce? Szkoły mogą w tym pomóc!

Przeczytaj też:

    * Jak uczyć o zmianach klimatycznych
    * Podstawowe fakty o zmianach klimatycznych

Mit o mieszaniu posegregowanych śmieci

Czasem pojawiają się sygnały, że śmieciarka zabiera wszystkie odpady – posegregowane i nieposegregowane – do jednego pojemnika. Nauczyciele obawiają się, że przez to zmarnowana zostaje praca uczniów, którzy włożyli dużo wysiłku w segregację odpadów. Przedstawiciele firm zajmujących się odpadami stanowczo odpierają te zarzuty. To fakt, że śmieciarki niektórych firm za jednym razem odbierają odpady posegregowane i nieposegregowane. Jednak samochody takie posiadają dwa odrębne, oddzielone od siebie kontenery. Osoby obserwujące odbiór śmieci mogą tego nie zauważać. Z tego powodu wokół segregacji śmieci narósł mit, który utrudnia promocję recyklingu. Jednak sytuacja ta powoli się zmienia, gdyż obecnie coraz częściej wywóz obydwu typu odpadów odbywa się oddzielnie, a starszy typ dwukomorowych śmieciarek wychodzi z użycia.

Przy wielu domach nie ma oddzielnych kontenerów na poszczególne rodzaje surowców wtórnych (papier, szkło białe, kolorowe, plastik), lecz są tylko dwa pojemniki: na odpady do odzysku i pozostałe śmieci. W takim wypadku segregowanie surowców wtórnych w domu na kilka oddzielnych rodzajów nie ma sensu. Czy to oznacza, że odpady posegregowane są mieszane ze zwykłymi śmieciami? Nie! Gdy zbiorcza partia surowców wtórnych dociera do sortowni, trafiają one na linię sortowniczą, obsługiwaną przez ludzi. To oni rozdzielają odpady na poszczególne rodzaje, aby mogły zostać poddane rycyklingowi. Ten etap jest niezbędny, gdyż zdarza się, że w kontenerach na surowce wtórne znaleźć można sporą ilość zwykłych śmieci wrzucanych tam przez ludzi nieświadomych lub nieszanujących pracy innych. Jednak oddzielanie zwykłych śmieci od surowców wtórnych w naszych domach w dalszym ciągu ma sens! Bez tego recykling byłby praktycznie niemożliwy.