„Tam już widać Gazę”. Drgnęłam, usłyszawszy te słowa, bo nagle wyrwały mnie z zamyślenia nad setkami kilometrów murów, które mijałam kolejnego już dnia podczas przejazdów przez Zachodni Brzeg. Spojrzałam przez okno auta i faktycznie – daleko, a przecież tak blisko unosił się potężny pióropusz dymu. Dymu, którego tam przecież nie powinno być.
Gdy wjechałam do Izraela, był 9 października 2025 roku. Dzień znaczący, dzień wyczekiwany, dzień przełomowy – wreszcie po miesiącach niemal kompletnej izolacji i odcięcia od pomocy humanitarnej Strefa Gazy świętowała wejście w życie zawieszenia broni. Jak długo się utrzyma? Czy wreszcie będzie można zacząć odgruzowywanie, a ludzie wrócą do miasta Gaza, na północ?
Nie sądziłam, że tak szybko uda się nawiązać choć kruche porozumienie. Zresztą samo zawieszenie broni dopiero wtedy raczkowało, nie ustalono jeszcze jego szczegółów. Granicę w Dolinie Jordanu przekraczałam więc z dużą niepewnością, ale też nadzieją, że może wreszcie będziemy mogli pomagać właśnie w Gazie. A jednocześnie nie mogłam nie zadawać sobie pytania, które akurat świata nie interesowało: jak to wpłynie na mieszkańców Zachodniego Brzegu?
Szwajcarski ser codzienny
Zachodni Brzeg to szalenie niejednorodny obszar. Mieszkają na nim miliony Palestyńczyków, ale i ponad 700 tysięcy izraelskich osadników. Powstawanie nowych osiedli izraelskich zazwyczaj skutkuje nowymi wysiedleniami i przemieszczeniami całych miejscowości czy rodzin palestyńskich. Sytuacja skomplikowana, złożona i niezwykle bolesna. To rejon przecięty setkami kilometrami murów, płotów, bram, zapór ziemnych i kamiennych, checkpointów, punktów kontroli.
Żeby zrozumieć Zachodni Brzeg, trzeba zrozumieć jego specyfikę. Od 1995 roku, gdy podpisano tzw. porozumienie z Oslo II, obszar ten dzieli się na trzy strefy – A, B i C. Strefa A, czyli 18% Zachodniego Brzegu, to głównie miasta i otaczające je przedmieścia – takie jak Ramallah, Nablus, Hebron (choć nie w całości) czy Jenin. To terytoria, które znajdują się pod pełną kontrolą Autonomii Palestyńskiej – i tą administracyjną, i w zakresie bezpieczeństwa. Izraelczycy mają nie wkraczać do Strefy A, o czym informują zresztą duże, czerwone tablice, ostrzegające o ryzyku utraty zdrowia lub życia.
Z kolei Strefa B obejmuje 22% terytorium Zachodniego Brzegu, są to tereny wiejskie, ale też niektóre mniejsze miasta. Tu już Izrael dzieli kontrolę w zakresie bezpieczeństwa z Autonomią Palestyńską, ale administracyjne kwestie – edukacja, gospodarka, ochrona zdrowia itp. – pozostają w gestii władz palestyńskich. Nie ma tu też, podobnie jak w przypadku Strefy A, osiedli izraelskich, jednak powoli, acz nieustępliwie pojawiają się tzw. outposty, czyli wysunięte stanowiska izraelskie.
Największą część, bo aż 60% całego Zachodniego Brzegu, zajmuje Strefa C, którą zamieszkuje około 300 tys. Palestyńczyków i kolejne setki tysięcy izraelskich osadników żyjących w ponad 200 osiedlach. Dodatkowo 1/3 tej strefy jest w zasadzie wyłączona z użytku, bo ma przeznaczenie czysto militarne (do szkoleń dla wojska izraelskiego), ale i tak zlokalizowane tam są dziesiątki społeczności palestyńskich. Poza tym w Strefie C można znaleźć też rządowe (izraelskie) tereny, rezerwaty przyrody i inne wojskowe obszary. W zasadzie więc Palestyńczycy mogą korzystać mniej więcej z 1/4 całości Strefy C, a o pozwolenia na postawienie budynków czy wydzielenie ziemi pod uprawy jest niezwykle trudno. W tej części Zachodniego Brzegu pełną kontrolę sprawuje państwo izraelskie.
Wiąże się z tym ogrom wyzwań i problemów dla mieszkańców, których sytuacja – w porównaniu z osobami żyjącymi w pozostałych strefach – jest niewspółmiernie trudniejsza. Nawet 1/3 społeczności czy miejscowości w tej strefie jest pozbawiona dostępu do szkół, w tym podstawówek, więc dzieci i młodzież muszą przemierzyć wiele kilometrów, aby skorzystać z lekcji. Bardzo trudno także o dostęp do wody, bo 70% Strefy C nie jest podłączone do sieci wodociągowych.
W zasadzie połowa społeczności w tej strefie ma też bardzo ograniczoną możliwość skorzystania z opieki lekarskiej – codziennej i w nagłych przypadkach. Nowych klinik prawie w ogóle nie da się wybudować, do istniejących trzeba długo dojeżdżać, często objeżdżając przez wiele kilometrów osiedla i drogi izraelskie, niedostępne dla Palestyńczyków.
Wczoraj wracałam do domu 4 godziny. A dziś? Nie wiem
W Zachodnim Brzegu każdy checkpoint, każdy mur i wieżyczka wzbudzały niepokój. A jednocześnie już po tygodniu przyzwyczaiłam się do tego stresu, wzruszając ramionami, gdy dochodziło do kolejnego zatrzymania auta i kontroli „bo tak”. Po co Pani jedzie do Hebronu? Co robi osoba z Polski w Palestynie? Co to za paszport? Czemu akurat tu?
Czemu tu – bo tu właśnie są potrzeby, a jestem pracowniczką humanitarną. Ale to wypytywanie i wszystkie opóźnienia w drodze były niczym w porównaniu z tym, z czym na co dzień mierzą się Palestyńczycy.
Koleżanka z partnerskiej organizacji opowiadała nam jednego dnia, że gdy podjęto decyzję o zawieszeniu broni w Gazie, wracała z Ramallah do domu w Betlejem ponad 4 godziny. Droga ta nie powinna zająć jej więcej niż godzinę, półtorej. Powód? Nie było powodu. W kolejnych tygodniach zdarzyło jej się wracać po 7 godzin.
Gdy w Gazie spadają pociski, ziemia u nas drży
Ta bliskość oszałamia. Patrzyłam w szoku na Gazę, bo rozpościerała się dosłownie przede mną. To było między Hebronem i Idhną, gdzieś w okolicach miasta Dura. Wpatrywałam się w dym po niedawnym wybuchu, który przecież nie mógł mieć miejsca podczas zawieszenia broni – choć rzecz jasna nie był ani pierwszym, ani ostatnim – i nie mogłam zrozumieć, jak z takim widokiem mogą żyć mieszkańcy Zachodniego Brzegu.
„W Hebronie ziemia drży, gdy tam zrzucają bomby, to samo w Idhnie, a już bardziej na zachód doskonale słychać wybuchy” – mówi mi lekarz z hebrońskiego biura naszej partnerskiej organizacji. Czy trudno mieszkać w sąsiedztwie tak ogromnej katastrofy humanitarnej? Wzrusza ramionami, bo do wszystkiego można się przyzwyczaić. Tylko dzieciom ciężko, ale i one już znają te dźwięki. Wiedzą, że właśnie wykrwawia się Strefa Gazy.
Odwiedzam kliniki w miastach, rozmawiam z lekarkami, pacjentami, ratownikami. Wszyscy podkreślają, że ci, którzy mieszkają w okolicy ośrodków zdrowia, mają ogromne szczęście. Przyjeżdżają do nich też ci, których od klinik w Idhnie, Sinjilu czy Jiftliku oddzielają liczne punkty kontroli, długie objazdy i wyrastające z dnia na dzień kolejne szlabany. Czasem ktoś zrzuci stos kamieni na drogę i nie przejedziesz, mówi położna pracująca w Dolinie Jordanu. „Jak wtedy radzą sobie pacjenci”, pytam. Wzruszenie ramion, westchnięcie. „Po prostu nie otrzymują opieki”. Bo tak.
Sama rozmawiałam z młodą matką miesięcznego Mohammada, która natrafiła na podobne przeszkody. Droga została zatarasowana, zatrzymali ją osadnicy, a ona musiała dojechać do szpitala w mieście Yatta na planowaną cesarkę. Po wielu godzinach niepewności dotarła – choć spóźniona – i szczęśliwie powiła synka, choć nie obyło się bez komplikacji. Innej opcji Sabha nie miała, bo mieszka w jednej z odizolowanych miejscowości na pustynnym obszarze rozpościerającym się na południowy wschód od Hebronu. To Strefa C, miejsce, gdzie opiekę medyczną zapewniają jedynie mobilne kliniki.
Mają tylko nas – a my nie możemy być wszędzie jednocześnie. To boli
Mobilne kliniki to pomysł w swojej prostocie genialny. Zespół medyczny – od 5 do 7 osób – raz na tydzień lub dwa pakuje samochód czy karetkę i przyjeżdża do danej lokalizacji, aby przez kilka godzin udzielać podstawowej opieki medycznej. Przywożą walizki pełne leków, przenośne łóżka dla pacjentów, parawany, maszyny do USG, wszelki sprzęt potrzebny do diagnostyki, czasem nawet podstawowe urządzenia stomatologiczne. W skład zespołu wchodzą lekarze i lekarki, w tym pediatrzy czy ginekolożki, pielęgniarki, położne, psycholożki, dentyści.
Pracują szybko, ale sprawnie – rozkładają się w namiocie, przedszkolu, czyimś domu, meczecie, bo bardzo różne są możliwości każdej społeczności – i zaczynają przyjmować pacjentów. Psycholożki organizują grupowe sesje uświadamiające dla chętnych, np. w temacie profilaktyki raka piersi czy przeżywania żałoby. Siadają też na boku z osobami, które potrzebują konsultacji prywatnej, rysują z dziećmi, rozmawiają z seniorami, których czasem trudno przekonać do skorzystania z pomocy. A potem cała ta machina jedzie dalej.
Takie zespoły mobilne Polska Akcja Humanitarna opłaca cztery, po jednym na rejony w pobliżu Wschodniej Jerozolimy, Jeninu, Tulkarmu, Hebronu. Łącznie docierają do 34 społeczności i tysięcy osób w potrzebie mieszkających w Strefie C.
Lekarze i lekarki są jednak zgodni: to za mało. Gdy wsiadam z nimi po raz kolejny do samochodu, nie kryją swoich myśli, bo już się zżyliśmy. Niezwykle trudno jest im ze świadomością, jak małą część potrzeb społeczności mogą spełnić, jak rzadko są na miejscu – a przecież wcale nie mają sami łatwo. Oni też są zatrzymywani na checkpointach, przepytywani, zawracani o kilka kilometrów od celu. Upał, wdzierający się wszędzie pył, stres, ciągłe pakowanie i rozpakowywanie sprzętu dają im się mocno we znaki. Ale chcą pomóc, tak jak to tylko możliwe.
Sabha, do której poszłyśmy z wizytą domową przez kilka usianych kamieniami wzniesień, nie mogła sama dotrzeć do mobilnej kliniki. Wciąż odpoczywa po operacji, więc taka wizyta jest jedyną szansą dla niej, aby otrzymać opiekę poporodową. Położne delikatnie badają też Mohammada, wypytując o jego zdrowie. Ja chciałabym wiedzieć, czego życzyłaby sobie w przyszłości dla synka. „Mam nadzieję, że jego marzenia się spełnią. Wszystko, czego by chciał. Wszystko”.
Autorka: Helena Krajewska, Polska Akcja Humanitarna
Polska Akcja Humanitarna działa w Palestynie od 2024 roku, niosąc pomoc zarówno w Zachodnim Brzegu, jak i w Strefie Gazy. Organizacja w Zachodnim Brzegu finansuje działanie mobilnych klinik medycznych, szkolenia z pierwszej pomocy, szkolenia dla lekarzy, a w Strefie Gazy pomoc natychmiastową – dostarcza żywność terapeutyczną dla najmłodszych i czystą wodę pitną beczkowozami. Planowane są kolejne działania na miejscu z uwagi na znaczne potrzeby humanitarne Palestyńczyków i Palestynek.
Działania organizacji można wesprzeć przez zbiórkę na https://www.siepomaga.pl/pomoc-humanitarna, BLIKiem na numer 453 021 973 (tytuł PALESTYNA) oraz na stronie PAH: www.pah.org.pl/wplac